👀 Czego nie widać 👀
Do tego wpisu zbieramy się już od jakiegoś czasu. A przynajmniej od czasu, gdy nasza biblioteka zaczęła zdobywać wyróżnienia, otrzymywać nagrody, odnosić mniejsze i większe sukcesy - po prostu gdy nasza praca i pasja zaczęły być zauważane.
Gdy na Facebooku i Instagramie zaczęłyśmy (mniej więcej od 2021 roku) publikować radosne posty o wygranych, zaczęły się także pod wpisami komentarze typu:
"To było oczywiste!"
"Kto jak nie wy!"
"Boże, same sukcesy!"
"Kolejny raz, wow - czego się się nie dotkniecie, zamienia się w złoto"
A gdy pisałyśmy pod tymi komentarzami: "Dziękujemy, bardzo się cieszymy, zwłaszcza że ostatnio same porażki..." albo "To był taki trudny rok, super, że wreszcie się udało" - dostawałyśmy także odpowiedzi typu: "Akurat!", "Nikt w to nie uwierzy!", "Taa, jasne!", "Jakie porażki, sukces za sukcesem!".
Wszystkim, którzy w nas wierzą, dobrym słowem inspirują i dodają sił, należą się jednak pewne wyjaśnienia. Bo prawda jest taka, że są sprawy, KTÓRYCH NIE WIDAĆ.
Po pierwsze, MAMY NA KONCIE MNÓSTWO DOTKLIWYCH PORAŻEK!
I naprawdę wcale nie znaczy to, że jesteśmy zadufane w sobie i uważamy, że należy nam się wszystko, każda nagroda, każde wyróżnienie!!! Nie!
Ale po prostu w mediach społecznościowych widać tylko to, co się udaje, a zazwyczaj nie pisze się o tym, co nie wychodzi.
Kochani - nam często nie wychodzi! A niektóre porażki baaardzooo bolą! Wyobraźcie sobie sytuację, gdy zgłoszenie przygotowujecie przez trzy tygodnie i macie poczucie, że był to wasz najlepszy, prawdziwie "mistrzowski" projekt: jeszcze nigdy się u was tyle nie działo, chyba nigdy nie było tylu fajnych, twórczych akcji! Pomarzyć dobra rzecz, więc wysyłając zgłoszenie, troszkę liczycie na to, że zostanie to dostrzeżone. I nie dzieje się nic. "Nic, bracie...zero...nul!" (cytując Joannę Olech, Gdzie diabeł mówi...do usług).
I? Dla nas to oczywiste - jest tyle bibliotek, tylu fantastycznych bibliotekarzy, którzy swoje rewelacyjne pomysły wprowadzają w życie, przyciągają tłumy czytelników, robią świetną robotę. Ale mimo wszystko trochę boli! Tyle pracy, tyle czasu, tyle nadziei... Na szczęście największą nagrodą są nasi czytelnicy!
Po drugie, PRZEGRANE BARDZO UCZĄ POKORY!
I znowu, uwierzcie, nie jest tak, że jesteśmy opętane manią wygrywania czy zapatrzone w siebie! Naprawdę jesteśmy od tego dalekie (i mamy nadzieję, że ten wpis to pokazuje!). Motywacją do startowania w konkursach jest najczęściej możliwość wygrania książek do biblioteki, pieniędzy na realizację projektu. Poza tym, wiecie jak jest: czasem czujecie, że coś zrobiliście naprawdę fajnie - inaczej, radośnie i jeszcze dało efekt (np. czytają jak najęci!) - po prostu rzeczywiście świetnie Wam coś wyszło. I jeśli to przechodzi bez echa, przegrana troszkę podcina skrzydła. Ale od czasu do czasu warto jednak "dostać po tyłku". Bo...
... po trzecie, PRZEGRANE UCZĄ CZEGOŚ JESZCZE!
Z każdej porażki wyciągamy naukę: może warto coś zmienić, wprowadzić nowe formy pracy? może się powtarzamy? a może coś opisałyśmy nie tak, nie w takiej formie? Gdy inni wygrywają - warto przypatrzeć się ich pracy! Zainspirować się, poszukać nowych rozwiązań, zaczerpnąć z bogactwa bibliopomysłów (przecież nie trzeba wyważać otwartych drzwi!), podążyć nieznaną dotąd ścieżką, a może dzięki temu stworzyć coś zupełnie innego.
Po czwarte, na osłodę: CZASEM UDAJE SIĘ W SPRAWACH NIEOCZYWISTYCH
Zdarzają się projekty napisane "na kolanie". w pośpiechu, w przelocie między wydawaniem podręczników, dyżurem a lekcją biblioteczną, czasem wysłane "dla porządku", żeby nie było... I (cytując dla odmiany Forresta Gumpa) "nie wiedzieć czemu" - te akurat się podobają. Zatem warto próbować!
Dlaczego? Bo robimy (my: BIBLIOTEKARZE) po prostu piękne i ważne rzeczy, którymi warto się dzielić! A przy okazji mogą być one wskazówką, drogą i otuchą dla innych.
Justyna i Monika

Komentarze
Prześlij komentarz