🍨📚Warstwy literatury, warstwy smaku i… warstwy radości czyli jak klasa 4c odkrywała książki przez deser 🍨📚
Są takie dni w bibliotece, po których człowiek wraca do domu zmęczony, ale z tym dobrym zmęczeniem — takim, które mówi: to miało sens.
Warsztaty „Warstwy literatury” z klasą 4c właśnie do takich dni należały.
To kolejne spotkanie w ramach naszego projektu Kuchnia literacka – Rozsmakuj się w czytaniu, w którym od początku chodziło nam o jedno:
👉 żeby czytanie przestało być tylko „przy stoliku”, a zaczęło angażować zmysły, ręce, rozmowę i wspólne działanie.
Od książki do deseru (i z powrotem)
Zaczęłyśmy od rozmowy. O tym, że książka — podobnie jak deser warstwowy — nie kończy się na pierwszym spojrzeniu.
Jest warstwa fabuły, jest warstwa emocji, jest to, co widać od razu… i to, co odkrywa się dopiero po chwili.
Były plakaty, flipchart, skreślenia, dopisywanie myśli, strzałki i spontaniczne skojarzenia. Literatura naprawdę lubi takie „rozbieranie na warstwy”.
A potem przyszła pora na działanie — czyli to, co dzieci (i my!) lubimy najbardziej.
Deser, który uczy więcej niż jedna lekcja
Każdy uczestnik warsztatów przygotowywał deser warstwowy.
Do dyspozycji były m.in.:
-
jogurt grecki z odrobiną syropu z agawy,
-
domowe syropy owocowe (takie naprawdę z owoców, nie z etykiety),
-
owoce: borówki, kiwi,
-
posypki: domowa granola z płatkami owsianymi, migdałami i czekoladą, płatki kukurydziane,
-
kakao do wykończenia.
- I tu mała biblioteczna uczciwość:
najmniej „zdrowym” składnikiem było właśnie kakao — słodzone, bo inne akurat nie dotarło na czas. Spokojnie można by je zastąpić gorzką czekoladą lub wersją bez cukru.
Cukru jako takiego nie używałyśmy wcale, a syrop z agawy — o niższym indeksie glikemicznym — był dodatkiem, nie bazą.
To ważne, bo dzieci same zauważyły, że deser bez klasycznego cukru może być naprawdę pyszny.
Dla siebie… i dla kogoś 💛
Najpiękniejszy moment?
Każdy przygotowywał dwa deserki — jeden dla siebie, drugi dla kogoś.
To „dla kogoś” zrobiło ogromną różnicę. Nagle pojawiło się planowanie, staranność, myślenie o czyimś smaku.
I to było bardzo literackie — bo przecież książki też często czytamy z myślą o kimś.
Co dzieci z tego wyniosły? (tu pojawia się ta modna informacja zwrotna 😉)
-
ogromną satysfakcję z samodzielnego działania,
-
przekonanie, że zdrowe jedzenie może smakować świetnie,
-
doświadczenie, że to, co zrobione własnymi rękami, smakuje lepiej,
-
nowe spojrzenie na książkę jako coś „warstwowego”,
-
i — co dla nas bardzo ważne — radość z bycia w bibliotece.
Reakcje? Zachwyt. Autentyczny.
Było: „proszę pani, to jest lepsze niż sklepowe”, „mogę zrobić takie w domu?”, „a jutro też będą warstwy?”.
Dlaczego warto?
Dla bibliotekarzy:
bo to świetny sposób na ożywienie pracy z tekstem,
bo kuchnia i literatura naturalnie się łączą,
bo nie trzeba wielkich budżetów — tylko pomysłu i odwagi.
Dla dzieci:
bo uczą się przez doświadczenie,
bo czytanie przestaje być „zadaniem”, a staje się przygodą.
A dla nas?
To kolejny dowód, że biblioteka naprawdę może być Centrum Wszystkiego — rozmowy, smaku, myślenia i wspólnego bycia.
I zdecydowanie: chcemy więcej takich warstw. 🍨📚
Komentarze
Prześlij komentarz